Dubiecko, Powiat Przemyski, proklamowanie strajku 15 sierpnia 1937 r.
Wielki Strajk Chłopski był największą akcją polityczną, najbardziej masowym głosem protestu w dziejach II Rzeczypospolitej. Domagano się m.in.: zmiany konstytucji, rozwiązania organów uchwałodawczych, likwidacji rządów dyktatorskich, wprowadzenia sprawiedliwego podziału dóbr społecznych, prawa do pracy itp. Władze państwowe początkowo strajk zlekceważyły sądząc, że sami chłopi i Stronnictwo Ludowe były niezdolne zagrozić sprawowanej przez nich władzy. Po ogłoszeniu strajku i nasileniu się akcji protestacyjnych paraliżujących życie gospodarcze, władze przystąpiły do rozprawy ze strajkującymi chłopami. Bilans strajku był tragiczny.
Pochód chłopów z Sieniawszczyzny do Jarosławia 15 sierpnia 1937 r.
Od kul policji zginęło 44 chłopów, 5 tysięcy aresztowano, 617 uwięziono. Stosunek władz sanacyjnych do strajków chłopskich Eugeniusz Romer nazwał: „wydarzeniem dziejowym na miarę światową”, coś „analogicznego mogły przeżyć w swych dziejach tylko wielkie demokracje Zachodu” – nie był, ”jak sądzę, prostą reakcją na zaistniałe w sierpniu 1937 r. wydarzenia. Był raczej wypadkową poglądów i praktyki elit sanacyjnych, modelu sprawowania autorytarnych rządów w kraju, oraz nasilającej się konfrontacji z coraz silniejszym obozem demokratycznym, ze Stronnictwem Ludowym na czele”.
By zaprezentować stanowczość i konsekwencje władz i zniechęcić do akcji protestacyjnych stosowano szerokie instrumenty policyjne. Organizowano demonstracyjne przejazdy policji i KOP, stosowano naciski władz administracyjnych na poszczególnych działaczy, wprowadzano zakazy urządzania obchodów racławickich, Święta Ludowego, konfiskowano przemówienia na obchody Czynu Chłopskiego, klepsydr z nazwiskami poległych podczas strajku chłopów. Jednoznacznie negatywny wydźwięk miały zalecenia w sprawie traktowania terenowych działaczy SL. Obejmowały one: dokonywanie rewizji w poszukiwaniu broni i konfiskowaniu literatury.
Stosowanie zatrzymań prewencyjnych bardziej ruchliwych ludowców, stosowanie kar grzywny aresztu za przekroczenia administracyjne miejsca zamieszkania. Już w pierwszych miesiącach 1938 r. przeprowadzone zostały szczegółowe rozpoznania w poszczególnych rejonach kraju, w efekcie czego wytypowano szereg ogniw SL, w których należało przeprowadzić rewizje. Liczba wytypowanych ogniw do przeprowadzenia rewizji w województwie lwowskim wynosiła 16. Łącznie 103 zarządy wojewódzkie, powiatowe, a w kilku przypadkach nawet koła wiejskie uznane zostały za niebezpieczne ze względu na stan organizacyjny i dotychczasową agitację pro strajkową i organizację Chłopskich Straży Porządkowych.
Kobiety w pochodzie do Jarosławia przed ogłoszeniem strajku
Za najbardziej zagrożone uznano tereny województw: krakowskiego, lwowskiego i lubelskiego. Wytypowana została również grupa 23 działaczy szczególnie aktywnych „i bojowych, przygotowujących psychicznie masy chłopskie do przyszłego strajku”. Znaleźli się w niej: Stanisław Mikołajczyk, prof. Stanisław Kot (przygotowujący akcję poza władzami SL), gen. Bronisław Roja, ks. Józef Panaś, ks. Ziaja, z lwowskiego Jan Tepper z Łańcuta.
Strajki rozpoczęły obchody Święta Czynu Chłopskiego 15 sierpnia 1937 r. które na terenie województwa lwowskiego odbyły się m.in. w następujących miejscowościach: Brzozowie, Dynowie, Jarosławiu, Kolbuszowie, Krośnie, Lubaczowie, Żołyni, Mościskach, Dubiecku, Przeworsku, Strzyżowie, Głogowie, Tyczynie, Błażowej, Samborze, Zarszynie, Grębowie. Odezwa Stronnictwa Ludowego wzywała chłopów do wstrzymania się od sprzedaży i kupna towarów, ale zarazem podkreślała, że „strajk ten nie jest wymierzony przeciw jakiejkolwiek innej warstwie społecznej, nie ma na celu wygłodzenia miast, ale jest manifestem za koniecznością likwidacji systemu sanacyjnego w Polsce i przywróceniem obywatelowi praw mu przynależnych do życia koniecznych”. Strajk chłopski został proklamowany na czas od 16 do 25 sierpnia 1937 r. i miał charakter czysto polityczny. Miał się odbyć w zupełnym spokoju, bez aktów gwałtu. Zadanie utrzymania akcji strajkowej w ramach pokojowych spoczywało na prezesach, zarządach powiatowych i straży porządkowej.
W województwie lwowskim strajkowali powszechnie chłopi głownie w powiatach leżących na zachód od Sanu. Strajk rozpoczął się w godzinach porannych i objął 13 powiatów: tarnobrzeski, kolbuszowski, niżański, rzeszowski, łańcucki, przeworski, jarosławski, brzozowski, przemyski, jaworowski. Częściowo także powiaty: sanocki, krośnieński i lubaczowski.
W czasie tej akcji zradykalizowani chłopi w kilku powiatach Małopolski urządzili zgromadzenia, zwane koncentracjami, pozostając w gotowości do walki z policją. Najgłośniejsza miała miejsce w Pawłosiowie w powiecie jarosławskim. Zresztą każde pojawienie się policji we wsi już powodowało gromadzenie się ludności i możliwości starcia. Zdarzały się przypadki, że jadącej do wsi policji drogę zagrodziły kobiety, kładąc ię na drodze. Tworzyły „żywe barykady”, świadczące o determinacji i wrogości do przedstawicieli władz sanacyjnych. Właśnie przeciw pikietom i zgromadzeniom chłopskim wystąpiła brutalnie policja i dochodziło do starć. Najtragiczniejsze w skutkach miały miejsce na naszym terenie w ośmiu miejscowościach:
- 17 sierpnia w Grębowie w powiecie tarnobrzeskim – 1 zabity,
- 18 sierpnia w Harcie w powiecie brzozowskim - 2 zabitych,
- 19 sierpnia w Dydni w powiecie brzozowskim – 4 zabitych,
- 21 sierpnia w Muninie w powiecie jarosławskim – 7 zabitych,
- 25 sierpnia w Majdanie Sieniawskim w powiecie jarosławskim – 15 zabitych.
Zgromadzenie ludowe 15 sierpnia 1937 r. na Rynku w Przeworsku - moment manifestacyjnego głosowania za uchwaleniem strajku
Już 17 sierpnia doszło w Grębowie w powiecie tarnobrzeskim do pierwszych ofiar strajku chłopskiego Dowództwo nad sprawnym przebiegiem strajku powierzone było powiatowemu komendantowi milicji ludowej Józefowi Dumie z Krawców. W następstwie aresztowania prezesa powiatowego SL Franciszka Korgi, którego osadzono w areszcie w Rozwadowie, doszło do zaostrzenia postawy strajkujących chłopów. W ten sam dzień w godzinach popołudniowych odbyło się otwarte spotkanie na błoniu w Grębowie.
W czasie trwania wiecu od strony Rozwadowa nadjechał starosta Len z komisarzem powiatowym Szrajberem i odziałem policji szkolnej w liczbie około 150 ludzi uzbrojonych w broń palną i pały gumowe, by rozpędzić zebranych. Doszło do starcia z policją w wyniku czego padł zabity Józef Szewc, a pięciu ludzi zostało rannych. Już następnego dnia doszło do aresztowania wszystkich bardziej aktywnych członków zarządów powiatowych tak SL, jak i ZMW RP „Wici”. Doszło także do przeprowadzenia pacyfikacji wsi Stale, najbardziej aktywnej i rewolucyjnej w powiecie tarnobrzeskim. W trzeci dzień strajku 18 sierpnia najlepsza jego organizacja występowała w powiecie jarosławskim, kierowana przez dr Wiktora Jedlińskiego.
Zgromadzenie ludowe 15 sierpnia 1937 r. na Rynku w Przeworsku - moment manifestacyjnego głosowania za uchwaleniem strajku
W sprawozdaniu Lwowskiego Urzędu Wojewódzkiego czytamy: „[…] akcja strajkowa kierowana przez Jedlińskiego wyróżnia się najlepszą organizacją , bezwzględnością i systematycznością bojówek. Najostrzejsze formy strajk przybrał w północnej części powiatu brzozowskiego i w zachodniej części powiatu przemyskiego. W związku z zaistniałą sytuacją znów polała się krew, tym razem w Harcie w powiecie brzozowskim, gdzie zginął Józef Surmacz z Laskówki i Jan Galej z Harty w związku z odniesionymi ranami. Następnego dnia doszło do krwawych zajść w Dydni w powiecie brzozowskim. Zginęło czterech chłopów: Kazimierz Dymitrzak z Dydni, Jan i Józef Pajęcki i Kazimierz Sokołowski z Jabłonki”. W związku z kolejnymi ofiarami Zarząd Okręgowy w Krakowie wydał 20 sierpnia okólnik skierowany do
Zarządów Powiatowych SL, w którym wzywał do bezwzględnego zaprzestania terroru i zakończenia strajku 25 sierpnia. Okólnik nic nie pomógł, gdyż policja wobec strajkujących stosowała metody, które nie wpływały na łagodzenie sytuacji. 21 sierpnia do starć chłopów z policją doszło w Muninie w powiecie jarosławskim, gdzie śmierć poniosło 7 osób: Franciszek Bichajło i Franciszek Solak z Muniny, Jan Duda i Antoni Lis z Kidałowic, Szymon Dupel z Morawska, Jan Gilarski z Łowiec, Franciszek Sęk z Tuczemp, zaś 17 osób zostało rannych. Z kolei 24 sierpnia do strajkujących chłopów z Gnojnic i Woli Gnojnickiej w powiecie jaworowskim przybyły dwie kompanie policyjne. W krótkim czasie zebrał się tłum ok. 1200 osób, który uzbrojony w kosy, widły, motyki przybrał groźną postawę wobec policji. W czasie rozpędzania tłumu policjant nagle został otoczony i we własnej obronie strzelił z karabinu do dowodzącego grupą Juliana Światyńskiego, który został zabity.
Do największego starcia podczas strajku w 1937 r. doszło 25 sierpnia w Majdanie Sieniawskim w powiecie jarosławskim, gdzie od kul policji zginęło 15 osób: Katarzyna Brzyska, Mikołaj Brzyski, Wojciech Brzóska, Edward Działo, Adam Gąsior, Stanisław Gąsior, Michał Gulak, Jan Kłos, Józef Mazur, Kazimierz Pokrywka, Stanisław Połeć, Stanisław Sikora, Ludwik Szyszka, Michał Witko, Stanisław Zwoliński – wszyscy z Majdanu Sieniawskiego. Według relacji Adama Gocha do Majdanu Sieniawskiego policję wezwał Zarząd Gminy. Tam najpierw doszło do aresztowania przez policję organizatorów strajku: Mikołaja Marczaka, Jana Dziaducha, Jana Gocha, Jana Brzyskiego, Michała Staronia i Józefa Latawca. Chłopi wystąpili w ich obronie i pod presją policja musiała zwolnic aresztowanych. Jak się później okazało, do Jarosławia skierowano raport o rozbiciu posterunku miejscowej policji.
Do Sieniawy około godz. 17.00 skierowano kompanię policji liczącą ponad 100 osób, w pełnym rynsztunku pod dowództwem komendanta powiatowego w Jarosławiu komisarza Skąpskiego. Jak wspominał w 1974 r. Mikołaj Marczak, była to pośpiesznie ściągnięta do Majdanu kompania szkolna PP z Mostów Wielkich. Tam doszło do największej masakry. Na kopcu upamiętniającym rocznicę bitwy grunwaldzkiej ustawiono karabin maszynowy. Policja otoczyła zgromadzoną ludność „tworząc kocioł i stopniowo zawężając koło, z którego nie można się było wydostać. Na komendę policja położyła się na ziemi, na komendę padła salwa do zgromadzonego tłumu. Powstał krzyk i jęki rannych i umierających. Młodej matce [Brzyska Katarzyna] trzymającej synka na rękach kula dum-dum rozdarła brzuch dziecka, wypłynęły jelita. Matka śmiertelnie ranna padła na ziemię trzymając w objęciach swojego synka. Powstała panika. Ludność rzuciła się do ucieczki. […] Za uciekającymi policja puściła się w pogoń, strzelając za nimi. […] rannych bito pałkami gumowymi. Na wsi urządzono łapankę. Zbiegłych chwytano i bito bez litości”.
Uściślenia wymaga fakt, iż Katarzyna Brzyska miała 52 lata, zaś wspomniane wyżej dziecko było jej wnukiem. M. Marczak po latach zadawał pytania: Czy trzeba było aż takich sił policji wobec praktycznie bezbronnych chłopów? Czy ta starsza kobieta zabierająca maleńkie dziecko zasłużyła na bicie kolbą karabinu w głowę? Czy władze nie wiedziały, że za kilka godzin spokojnie, pokojowo zakończy się strajk? Czy może komuś zależało na tym, aby w ostatnim dniu polała się jeszcze niewinna chłopska krew?
Na terenie obecnego powiatu przemyskiego strajk objął teren gminy Dubiecko: „15 sierpnia 1937 r. na rynku w Dubiecku, w czasie obchodu święta Czynu Chłopskiego zorganizowanego przez Stronnictwo Ludowe, w który udział wzięło ok tys. chłopów. Podjęto rezolucje i proklamowano czternastodniowy strajk chłopski, który rozpoczął się już nazajutrz. Ludowcy w Dubiecku domagali się, by praca na folwarkach została wstrzymana. Strajk ten polegał na zaprzestaniu wykonywania prac folwarcznych i wstrzymaniu dowozu żywności dla miasta dla zabezpieczenia jego przebiegu miał obowiązywać wszystkich chłopów, zarówno zorganizowanych w Stronnictwie, jak i niezorganizowanych. Prawie wszyscy chłopi niezorganizowani przyłączyli się do strajku, tylko nieliczne jednostki starły się wykorzystać sytuację, sprzedając żywność po cenach wyższych. Na wszystkich drogach prowadzących do miasta strajkujący wystawili posterunki, których zadanie była agitacja za wstrzymaniem dowożenia żywności do miasta oraz pouczanie opornych. Po dwóch dniach ludność dubiecka dotkliwie odczuła brak mięsa, jaj, masła i mleka, jednak do żadnych incydentów nie doszło.
Dopiero cztery dni później szosą od strony Przemyśla, wieczorem nadjechał samochodami oddział szkoły policyjnej w hełmach, uzbrojony w broń maszynową. Przy rozpędzaniu posterunków wystawionych na skrzyżowaniu dróg w Nienadowej doszło do wypadków w wyniku których byli pobici i ranni z obu stron. Po kilku tygodniach kilkunastu działaczy z okolicy aresztowano i osadzono w więzieniu śledczym w Dubiecku. Rozprawy przeprowadzone w Sądzie Okręgowym w Przemyślu nie przyniosły wyroków skazujących, ponieważ strajk przeprowadzony był legalnie. Rok 1938 był w Stronnictwie rokiem przygotowań do nowych wystąpień, do których jednak nie doszło, gdyż naprężona sytuacja polityczna w Europie, zwiastująca zbliżającą się wojnę, skłaniała do skupienia się we wspólnych szeregach w obronie przed zagrażającym wrogiem.”
Mimo, że strajk zakończyć się miał 25 sierpnia, to jeszcze tego samego wieczora prezesi kół SL w Sarzynie, Rudzie, Jelnej i Łukowej w powiecie łańcuckim, urządzili zebrania członków, na których postanowiono kontynuować strajk, aż do 1 września. W dniu 26 sierpnia pomimo zakończonego już strajku, bojówki SL z wyżej wymienionych gromad udały się na teren powiatu niżańskiego i tam się połączyły z bojówkami z Tarnogóry, oraz Kopek w liczbie około 300 osób i obstawili drogi prowadzące do Rudnika, gdzie tego dnia odbywał się targ.
Dnia 30 sierpnia premier Składkowski złożył oświadczenie w sprawie strajków w Małopolsce. Stwierdził on, że strajk miał na celu poparcie dla haseł i postulatów politycznych stronnictwa. Stronnictwo Ludowe wykorzystało rozagitowaną cześć członków SL: „stosujących terror wobec mieszkańców wsi, nie chcących mieć z akcją strajkową nic wspólnego, […] bandy kierowane przez członków Stronnictwa Ludowego, usiłowały wywołać rozruchy i dopuściły się szeregu aktów gwałtu i zwykłych przestępstw kryminalnych, barykadując drogi, podpalając zabudowania, oraz ścinając drzewa owocowe i zabijając zwierzęta pociągowe, […] przerywając połączenia telegraficzne i przystępując do rozbiórki mostów. Doszło następnie do tego, że uzbrojone bandy zaczęły atakować odziały policji, zaufawszy oszukańczym zapewnieniom swych przywódcom, że mogą działać bezkarnie […]”.
Premier stwierdził, że policja ma nie tylko prawo, ale i obowiązek użyć broni w obronie ładu i spokoju publicznego, natomiast „przelana krew chłopska zaciąży na tych, którzy w miarę własnych interesów politycznych oszukańczo pchnęli nieodpowiedzialne jednostki do aktów gwałtu i terroru, nie licząc się z ofiarami, jakie musiało to za sobą pociągnąć”. Tego rodzaju frazeologia mogła przekonać jedynie zwolenników ówczesnego systemu rządów. Zabrali również głos niektórzy parlamentarzyści, prasa i zwykli obywatele. Dnia 2 grudnia w czasie sesji budżetowej zabrał głos poseł ks. Józef Lubelski, składając interpelację w tej sprawie. Stwierdził, że według niego chłopi zorganizowani w ruchu ludowym od lat są pokrzywdzeni, prześladowani i rozbijani. Ich słuszne postulaty są ignorowane i lekceważone.
Chwycili się więc tego środka, do którego nieraz sięgali robotnicy, czyli strajku. Dlaczego do niego doszło? – zastanawiał się poseł. „Dzisiaj, niestety – stwierdził – w pewnych momentach chłopi tę Polskę odrodzoną uważają za swoje piekło. I to była przyczyna tego smutnego faktu, jakim był strajk chłopski i tych tragicznych zajść, jakie miały związek z tym strajkiem. […] Przy likwidowaniu tego strajku i po tym strajku nastąpiły rzeczy, które w państwie praworządnym miejsca mieć nie powinny”. Poseł przypomniał, że chłopi stanowią większość narodu, są do swej ziemi przywiązani, walczyli za Ojczyznę, płacą podatki, chętnie służą w armii. Ich posłowie w kolejnych sejmach popierali wszystkie potrzeby państwa i armii. Dlatego słuszne są ich postulaty, by byli uznani za współgospodarzy państwa.
Postulaty Stronnictwa Ludowego, z którymi przystępowali do strajku polscy chłopi związane z wizją Polski wolnej od nierówności społecznej i wyzysku były szczególnie zbieżne z postulatami lewicowo nastawionych kręgów społeczności żydowskiej i ukraińskiej. Przed strajkiem sierpniowym w 1937 r. istotnym gestem ludowców wobec ukraińskich chłopów była uchwała z 17 stycznia 1937 r. Nadzwyczajnego Kongresu SL obradującego w Warszawie, wyrażająca życzliwy stosunek do Ukraińców wstępujących w szeregi tej partii. „Kongres SL wita z radością coraz liczniejsze fakty przystępowania chłopów ukraińskich w Małopolsce do Stronnictwa Ludowego. Kongres wyraża przekonanie, iż współpraca w SL polskich i ukraińskich chłopów, kierowana z jednej strony wspólnym chłopskim interesem, z drugiej poszanowaniem narodowych i kulturalnych potrzeb obu stron, jest najlepszą drogą do rozwiązania zagadnienia współżycia obu narodowości w państwie polskim. Kongres wyraża zdumienie z powodu krótkowzroczności niektórych organów władzy rządowej, które kierując się nienawiścią do Stronnictwa Ludowego, przeciwdziałają na równi z szowinistami ukraińskimi przystępowaniu chłopów ukraińskich do organizacji ludowych”.
O pewnym udziale chłopów ukraińskich w akcji strajkowej, zarówno na terenach położonych na wschód, jak i na zachód od rzeki San, świadczą liczne raporty policyjne i wojskowe. Wspólne uczestnictwo chłopów polskich i ukraińskich w akcjach strajkowych ograniczało się jednak tylko do niektórych terenów zamieszkiwanych przez ludność mieszaną pod względem narodowościowym, a mianowicie głównie do powiatów: przemyskiego, jarosławskiego, mościckiego, kałuskiego, rohatyńskiego, buczackiego, podhajeckiego. Ze strajkiem sierpniowym bardzo wyraźnie solidaryzowała się KPZU, chcąc wykorzystać antyrządowe nastawienie polskich chłopów do radykalizacji nastrojów i postaw wiejskiej ludności ukraińskiej, a tym samym zdobyć sobie szersze wpływy w tym środowisku. Na postawy ukraińskich chłopów, szczególnie na terenie tzw. Małopolski Wschodniej duży wpływ wywierała antystrajkowa agitacja prowadzona przez ukraińskie ugrupowania nacjonalistyczne, a głównie przez UNDO i OUN.
Stanowisko, jakie ugrupowania te zajmowały, wynikało z co najmniej dwóch czynników. Pierwszym była obawa przed nawiązywaniem ścisłej współpracy i więzi z Polakami, które mogłyby wpłynąć na zmniejszenie się nastrojów nacjonalistycznych wśród ukraińskich chłopów, a tym samym odbić się negatywnie na procesie prowadzącym do stworzenia państwa ukraińskiego. Następnym czynnikiem była obawa przed kolejnymi krwawymi pacyfikacjami wsi i represjami, które biorąc pod uwagę dotychczasowy stosunek władz polskich wobec Ukraińców, mogły być znacznie większe niż te, jakie miały miejsce w stosunku do strajkujących polskich chłopów.
Negatywny stosunek do strajku chłopskiego znalazł odzwierciedlenie w prasie związanej z ukraińskimi ugrupowaniami o charakterze nacjonalistycznym. Wśród tego typu czasopism czołowe miejsce zajmowało „Diło” – najbardziej opiniotwórcza gazeta ukraińska wydawana we Lwowie w nakładzie około 5 tys. egzemplarzy. „Diło” związane z UNDO i ukazujące się jako dziennik starało się pełnić rolę pisma ukraińskiego o ogólnonarodowym charakterze. W okresie proklamowanego na dziesięć dni strajku chłopskiego „Diło” podobnie jak inne ukazujące się legalnie w Polsce czasopisma, w tym także czasopisma polskie o wybitnie prorządowym charakterze, np. „Gazeta Polska”, nie zamieszczało informacji o przebiegu strajku chłopskiego.
W „Diło” oraz innych czasopismach ukraińskich reprezentujących nurt nacjonalistyczny, zasadniczo istniało podobieństwo stanowisk do tych jakie zajmowała polska prasa prorządowa, w odniesieniu do oceny strajku jako prowokacji niosącej pasmo zniszczeń i będącej przykładem swoistego brutalnego terroru chłopów. Wspólne były także kierowane w stronę SL krytyczne oceny co do jego dużej roli w przygotowaniu strajku i kierowania nim. Ponadto podobieństwo z oceną dokonywaną przez rząd i polskie czasopisma prorządowe, w śród których poza „Gazetą Polską” wyróżniał się szczególnie „Kurier Poranny” można było dostrzec w szukaniu związków między strajkującymi chłopami i ruchem komunistycznym, jak również w podkreślaniu zagrożenia komunistycznego będącego następstwem radykalizacji nastrojów społecznych. Stawiając sobie za cel podważenie znaczenia całej akcji chłopskiej i uspokojenia nastrojów wśród ukraińskiej ludności wiejskiej „Diło” donosiło: „fakt że stosunki rolne na ziemiach ukraińskich, gdzie ponad 60% gospodarstw jest zupełnie niezdolnych do życia, a dalszych 30% mogą zaledwie wegetować, usiłują wykorzystać w ostatnim czasie ludowcy polscy, aby przy pomocy ukraińskich chłopów upiec własną pieczeń polityczną”. Przestrzegając ukraińską wieś przed włączaniem się do akcji strajkowej i tłumacząc, że jest to sprzeczne z ukraińskim interesem narodowym, krytykowano jednocześnie politykę polonizacji Kresów Wschodnich, prowadzoną przez kolejne rządy polskie, w tym także sanacyjne, polegającą m.in. na popieraniu osadnictwa polskiego na tych terenach.
„Nigdy bowiem chłopi ukraińscy nie zapomną faktu, że właśnie największy rozmach kolonizacji wsi ukraińskich przez napływowy żywioł polski przypada na okres, kiedy premierem był Witos. Wówczas właśnie w ręce osadników polskich przeszło 445 tys. ha ziemi z rąk chłopów ukraińskich. Zwolennikiem podobnego osadnictwa jest również minister Poniatowski, do niedawna leader radykalnej partii chłopskiej „Wyzwolenie”. Chłopi ukraińscy nie dadzą się zwabić na transparenty z napisami „Niech żyje Ukraina”, które obnosili ludowcy w Jaworowie, ani na śpiew hymnu ukraińskiego. Ludność ukraińska czuje instynktownie, że za plecami ludowców kryje się ręka agitatora komunistycznego, który przez tę inscenizację chce przyciągnąć chłopów ukraińskich do „wspólnego frontu”
Począwszy od jesieni 1937 r. na terenie kraju, głównie jednak w Małopolsce, mieszańcy wsi czcili pamięć poległych. Odbywało się wiele nabożeństw żałobnych. Dzień 1 listopada ogłoszony został dniem żałoby. Staraniem Zarządu Powiatowego SL w Jarosławiu 8 listopada 1937 r. w miejscowym kościele oo. Dominikanów odbyło się nabożeństwo żałobne. Przybyły delegacje z 52 sztandarami. Były one przewiązane kirem, a sztandary z Kidałowic i Majdanu Sieniawskiego całkowicie osłonięte krepą. Cały kościół „wypełniły tłumy włościan”.
Po skończonym nabożeństwie w szpalerze sztandarów delegacja wyniosła wieniec i złożyła na grobie poległych. Podobne uroczystości odbyły się w tym miesiącu w Cieklinie i Żmigrodzie w powiecie jasielskim, oraz innych miejscowościach. W dniu 12 maja 1938 r. w kościele parafialnym w Żołyni w powiecie łańcuckim odbyło się kolejne nabożeństwo żałobne za poległych w sierpniu 1937 r. Katafalk udekorowany został kwiatami i zielenią. Wokół ustawiono ponad 30 sztandarów ludowych. Kiedy przy trumnie kapłan „wezwał do modlitwy za poległych w kościele rozległ się powszechny płacz”. Należy przyznać, że zastosowanie odwetu nie złamało ludowców. Byli gotowi podjąć kolejny strajk. Jednakże bolesne doświadczenia, a także postępujące zagrożenie państwa nie sprzyjało tego rodzaju przedsięwzięciom.
Cdn.
Janusz Dachnowicz
Źródła:
Wielki Strajk Chłopski w 1937 roku. Uwarunkowania i konsekwencje. Pod redakcją Wacława Wierzbieńca Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego
„Dzieje Dubiecka” Krzysztof Chłapowski i Zofia Głębocka
Artykuł pochodzi z kwartalnika "Głos znad Sanu" a fotografie z książki Janusza Gmitruka "Demokracja jako czynnik rozwoju społeczeństwa" wydanej staraniem Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego w 2017 r.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz