środa, 3 stycznia 2018

Strajk Chłopski część druga. Represje.



Strajk sierpniowy 1937 r. Był legalny, został publicznie ogłoszony, miał trwać przez 10 dni, nie planowano stosowania gwałtownych wystąpień, organizatorzy wielokrotnie podkreślali, że ma on mieć charakter pokojowy.
Nad ranem 20 sierpnia zatrzymano w Jarosławiu Wiktora Jedlińskiego - Prezesa Zarządu Powiatowego SL w Przeworsku. Decyzją wiceprokuratora Sądu Okręgowego  we Lwowie osadzono go początkowo w więzieniu karno-śledczym we Lwowie, a następnie przeniesiono do więzienia w Przemyślu. Aresztowanie Jedlińskiego rozpoczęło falę masowych aresztowań przywódców i działaczy, a także szeregowych członków SL, a nawet bezpartyjnych chłopów. Akcja planowanych aresztowań przeprowadzona została na terenie całego kraju. Od Śląska po Wileńszczyznę; od Małopolski Wschodniej po Wielkopolskę. Dokonywano ich także na terenach, na których strajk nie był prowadzony. Aresztowano prezesów i członków zarządów powiatowych, a także prezesów kół.


W dniu 20 sierpnia w godzinach popołudniowych na polecenie prokuratora Sądu Okręgowego we Lwowie aresztowano i osadzono w aresztach policyjnych dr Stanisława Tabisza - adwokata, działacza SL w woj. Tarnopolskiem i Bronisława Załęskiego - studenta UJK we Lwowie. Z kolei w godzinach wieczornych funkcjonariusze komisariatu PP w Jarosławiu dostarczyli do dyspozycji prokuratora SO we Lwowie Jana Schrama - prezesa ZP SL w Lubaczowie i Jana Teppera - sekretarza Kongresu SL. Kierownictwo Zarządu Powiatowego SL w Przeworsku zwołało na 21 sierpnia zebranie prezesów kół w celu naradzenia się nad powstałą sytuacją. 

Na polecenie starosty policja aresztowała 58 uczestników zebrania. Przewieziono ich do więzienia we Lwowie i oddano do dyspozycji sądu. Ponadto na terenie Powiatu Przeworskiego aresztowano jeszcze kilkadziesiąt innych osób, w tym dwóch ziemian Stefana Turnaua z Mikulic i hr. Jna Drohojowskiego z Cieszacina. W więzieniach znalazły się setki osób. Na początku września we lwowskich więzieniach było 220 aresztowanych, w Rzeszowie 200 osób. Aresztowanych na terenie Powiatu Brzozowskiego przekazywano do więzienia w Sanoku. Wielu aresztowanych znalazło się w więzieniach oddalonych od miejsca zamieszkania. Rodzina nie mogła im pomóc, chociażby przekazując paczki żywnościowe, czy pieniądze  na zakup pożywienia. „Zielony Sztandar” podawał, że więźniom wolno przynosić paczki żywnościowe. Taka paczka mogła zawierać: 1 kg chleba, pół kg sera białego, ćwierć kg cukru, 35 dkg boczku, 15 g herbaty, 20 dkg masła, 1 kg jabłek, 1 kg pomidorów, 50 g tytoniu, 100 szt gilz, 2 pudełka zapałek. Zestaw wymienionych produktów wskazuje jak marne było wyżywienie w więzieniach. 

Treść listu jednego z więźniów zawiera opis warunków panujących w więzieniach: „warunki w więzieniu przemyskim - czytamy  - były okropne. Cele przepełnione, ludzie śpią na ziemi, straszliwy głód, powietrze zatrute odchodami, chorzy na tyfus czy czerwonkę pozostają przez kilka dni we wspólnej celi. Większość cel pozbawiona jest światła, pełno robactwa, myszy, szczurów. Ludzie nasi pomieszani wspólnie z przestępcami kryminalnymi, są nierzadko ofiarami znęcania się nad nimi, o czym dają znać rozpaczliwe krzyki dochodzące z cel. Tak zwana „wypiska” tj. Zakupywanie żywności za własne pieniądze odbywa się wbrew regulaminowi z kilkunastodniową zwłoką i zależne jest od widzimisię personelu więziennego”. 

Kolejną formą represji wobec uczestników strajku, sympatyków ruchu ludowego i nawet ludności niezorganizowanej były pacyfikacje poszczególnych miejscowości na terenie kraju. Do zastosowanych form należał tu atak bezpośredni na zgromadzenia chłopów w poszczególnych miejscowościach, w wyniku czego poległo kilkadziesiąt osób, ale także akcje we wsiach. Policja występowała wyjątkowo brutalnie, prowokując czynny opór. Jak zapisano w biuletynie SL z września 1937 roku: „zaczęto otaczać wsie rozbierać budynki, niszczyć narzędzia rolnicze i wszelki sprzęt domowy, żywność i ubrania, wyrzucać dzieci z kołysek i katować bezbronne kobiety”.

Opis tego rodzaju działań czytamy w skardze Marii Czarnej z Duńkowic wniesionej w dniu 11 października 1937 r. Do prezesa Rady Ministrów Felicjana  Sławoja -  Składkowskiego  z powodu zniszczeń dokonanych przez policję w gospodarstwie podczas pacyfikacji. Czytamy: „Policja pod kierownictwem komendanta posterunku w Radymnie w czasie poszukiwania jej syna dotkliwie ją pobiła, a następnie w czasie rewizji z premedytacją zniszczyła nie tylko książki, ale szereg ważnych dokumentów, jak kontrakty, plany budynków i zabudowań. Po upływie pół godziny po tym wydarzeniu, przybyła druga 5-osobowa grupa policjantów „O nic mnie nie pytając - napisała - przystąpili do haniebnego nie dającego się wypowiedzieć niszczenia sprzętów i naczyń w mieszkaniu. Najpierw przywrócili na ziemię dużą szafę z ubraniami, uderzając kolbami, rozbili szafę w kawałki. 

Następnie połamali dwa łóżka, etażerkę, kredens z zasłoną szklaną strącili ze ściany na ziemię tłukąc, co się w niej znajdowało. Póżniej przywrócili w kuchni kredens z naczyniem kuchennym, rozbijając wszystko, po czym wysypali z worka pióra i drugiego worka proso i to zmieszali nogami z pierzem, tak, że stało się nie do użytku. Na strychu stały ramy okienne oszklone 6 szt i te zostały przewrócone zaś szkło potłuczone (…)”.  Bestialstwo policji opisał w swej skardze także Bartłomiej Iglantowicz, ojciec prezeski koła Stronnictwa Ludowego w Duńkowicach - Anieli Szymańskiej: „kiedy wkroczyła tam policja z Radymna w poszukiwaniu jego córki i jej męża, od razu na wstępie pobiła go. 

Następnie policjant z premedytacją przydeptał nóżkę 2 - letniej wnuczki, na co moja żona - napisał - krzyknęła ze strachem „Panowie uważajcie na dziecko”. W odpowiedzi jeden z posterunkowych złapał z kuchni garnek z gotującą się zupą i rzucił w kierunku mojej żony i dziecka. Na szczęście w czas moja żona uchyliła się i garnek z ukropem uderzył o ścianę. Garderobę całą wyrzucili na podłogę w komorze i wycierali nogi w nią, uwalane umyślnie w oborniku. […] W czasie rewizji zniszczyli beczkę, kosz podróżny, potłukli garnki i zbrudzili garderobę”. Opisane dwa przykłady mogą być powtarzane bez liku. 

Oprócz ofiar w ludziach, doliczyć należy więc wielkie straty materialne. Według oceny Józefa Kowala do wsi, które najbardziej ucierpiały na skutek pacyfikacji należały m.in. Harta i Wola Górecka w Powiecie Brzozowskim; Stale w Powiecie Tarnobrzeskim; Krzeczowice, Łopuszka Wielka, Pantalowice i Sietesz w Powiecie Przeworskim; Duńkowice, Munina, Rudołowice, Wiązownica w Powiecie Jarosławskim; oraz Barysz i Dźwinogród w Powiecie Buczackim. Blisko 700 gospodarstw zostało w czasie pacyfikacji poszkodowanych, zaś szkody spowodowane akcją policji wyniosły kilkaset tysięcy złotych.  

Utrudniano składanie skarg przez poszkodowanych na samowolę władz. Kiedy w maju 1938 r. Premier rządu przebywał w Powiecie Brzozowskim, Józef Wójcik, sekretarz koła SL w Humniskach przedstawił mu skargę na postępowanie policji wobec ludzi i zwierząt w czasie strajku. Towarzyszący premierowi wojewoda lwowski Alfred Biłyk stwierdził autorytatywnie, że postępowanie policji nie mogło być złe, skoro on otrzymał tylko jedno zażalenie. Komentując to zdarzenie red. „Piasta” przypomniał wystąpienia sejmowe posłów J Lubelskiego i Jakuba Hofmana. 

Ten ostatni miał się zwrócić wówczas do premiera o zapewnienie niekaralności tym pobitym, którzy przedstawią swoje zażalenie.Na to zgody pana premiera nie otrzymał. Jakże więc mogli zgłaszać skargi? - pytał „Piast”. O amnestii, którą postulował poseł J. Lubelski nie mogło być mowy. Na początku września 1937 roku rozpoczęły się rozprawy o strajk ludowy. Władze Stronnictwa Ludowego podjęły działanie na rzecz udzielenia pomocy prawnej aresztowanym. Zarówno „Piast”, jak i „Zielony Sztandar” podały do publicznej wiadomości nazwiska adwokatów, którzy będą w razie potrzeby bronić w sprawach wynikłych ze strajku. 

Wśród nich byli m.in.: krakowscy adwokaci dr Grodziński i Warenhaupt, z Brzeska - dr Jakub Witek, z Tarnowa dr Chmiel i dr Rozwadowski, z Mielca dr Wojciech Weryński, z Jasła dr Warchałowski i dr Wilusz, z Jarosławia dr Stanisław Jedliński (brat Wiktora); znany przemyski adwokat dr L. Grossefeld, a także dr Bronisław Kloc, dr Witold Czarnek, mgr Bolesław Boczar, dr Stefan Hakalla i dr Bronisław Wilusz z Rzeszowa. Udział w obronie strajkujących zadeklarowała wcale liczna grupa adwokatów z terenu całego kraju, w tym wielu adwokatów nie związanych ze Stronnictwem Ludowym. 

Na terenie gminy Dubiecko jednym z organizatorów Strajku Chłopskiego w 1937 r. był  Ludwik Szybiak s. Michała. Za udział w strajku został dotkliwie pobity przez policję sanacyjną. 
Urodzony 13 stycznia 1907 r. w Drohobyczce. W okresie międzywojennym aktywny działacz ZMWRP "Wici". Był słuchaczem Uniwersytetu Ludowego w Gaci. W 1934 r. członek SL i prezes koła w Drohobyczce.

W okresie okupacji pełnił funkcję łącznika w BCh i przechowywał sztandar koła SL w Drohobyczce, który to w 1986 r. przekazał do Muzeum Historii Ruchu Ludowego w Warszawie. Po wojnie członek ZSL, GK w Dubiecku. Były aktywny działacz FJN i spółdzielczości wiejskiej. [Przemyska kronika ruchu ludowego]


Rozprawy przed Sądem
W sprawie strajku odbyły się setki małych i przynajmniej trzy wielkie procesy. W pierwszym wielkim procesie, który rozpoczął 16 grudnia 1937 r. Na ławie oskarżonych znaleźli się  hr. Jan Drohojowski, Józef  Kasprzak, Jan Maziarek, Kazimierz Wlazło, Władysław Mitkowski, Jan Orzech, Jan Słupek i Jan Świtałkowski. Aresztowani Drohojowski i Kasprzak odpowiadali z więzienia, pozostali z wolnej stopy.  Proces stanowił swego rodzaju sensację i budził wielkie zainteresowanie społeczne głównie z uwagi na osobę hr. Jana Drohojowskiego. Relacjonowany był szeroko w prasie, nie tylko ludowej. 

Sądził sędzia okręgowy Matyja, oskarżenie wnosił prokurator Mitan, specjalnie delegowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Obronę zapewnili adwokaci z Przemyśla, Jarosławia i Lwowa. Bronili: dr Grossfeld, Szafel, Frimm, Weinhaus, Hofmokl-Ostrowski i Z. Graliński z Warszawy. Na części procesu obecny był także prezes Stronnictwa - Maciej Rataj. Proces trwał 5 dni. Prokurator Mitan przedstawił przebieg zajść w Pawłosiowie i zarzucił oskarżonym utworzenie organizacji o charakterze militarnym, która atakowała policję przybyłą do wsi celem zapobieżenia wypadkom. Zarzucił im także powołanie żandarmerii chłopskiej, która stosowała terror wobec mieszkańców wsi, którzy nie popierali strajku.

Jak wynikało z wystąpienia prokuratora, przywódcami rebelii byli Józef Kasprzak i Jan Drohojowski. Wiceprezes ZP SL w Jarosławiu Józef Kasprzak stwierdził w swych zeznaniach, że strajk się rozpoczął zgodnie z planem. Dopiero w czwartek 19 sierpnia do Pawłosiowa przybyli chłopi z Tywoni i zaalarmowali, że do wsi przybyła policja i „robi ruch” . Jednak jeszcze w tym dniu nic niepokojącego nie zaszło. Dopiero w piątek, po aresztowaniu wiceprezesa Jedlińskiego doszło do wzburzenia ludności. On sam chciał iść z delegacją kilku osób na policję z interwencją. 

Tymczasem cała wieś uciekła do lasu, dokąd przybył hr. Drohojowski z Cieszacina. On również wzywał do rozejścia się. W trakcie tych wydarzeń w domu Kasprzaka policja przeprowadziła „pacyfikację”. W jej wyniku zniszczono dach budynku, połamano meble, zniszczono naczynia. W tym czasie przybył do wsi prezes Gruszka, który także wzywał do zachowania spokoju. Po rozmowie z ludźmi udał się  do starosty celem doprowadzenia do uspokojenia policji. Kiedy Gruszka przybył ponownie, został przez ludzi przyjęty nieufnie, a nawet wrogo. Zapytany, czy zgromadzeni chłopi zamierzali „maszerować na Jarosław”, Kasprzak wyjaśnił, że chłopi uciekali ze strachu przed policją, nie stosowano terroru, jedynie zgodnie z przyjętą taktyką strajku nie przepuszczano osób z produktami rolniczymi do miasta. 

Z kolei hr. Jan Drohojowski, były oficer, obrońca Lwowa zeznał, że na wiadomość o gromadzeniu się ludzi w jego lesie, udał się tam konno. Stwierdził, że było tam już ponad dwa tysiące osób, w tym wiele kobiet i dzieci. Wśród zebranych zastał bardzo duże podniecenie, które wzrastało, gdy nadchodziły nowe tłumy. Wyjaśnił, że nie jest członkiem Stronnictwa Ludowego, tylko sympatykiem, jednak z programem SL się zgadza, z wyjątkiem postulatu o wywłaszczeniu bez odszkodowania. Wyjaśnił, że niezgodne z prawdą jest oskarżenie prokuratora o powołaniu żandarmerii chłopskiej. 

W istocie była to zwykła straż porządkowa. Natomiast Jan Mazurek - komendant powiatowy chłopskiej straży porządkowej zeznał, że chłopi uciekali do lasu, ponieważ dotarła do nich wiadomość, iż do wsi zmierza policja na 13 autach. Dodał, iż żona przyniosła mu do lasu obiad i powiedziała, że policja cały dom  zniszczyła. Tego rodzaju wiadomości bardzo podniecały ludzi. Na pytanie prokuratora o straż chłopską stwierdził, że istnieje ona od czasu, gdy odbywały się obchody Święta Ludowego.Prezes koła SL w Jarosławiu Władysław Mitkowski zeznał, że początkowo strajk przebiegał spokojnie. Kiedy jednak ludzie zobaczyli, co robi we wsiach policja - kiedy zaczęto lać wodę do łózek, zrywać dachy - chłopi zaczęli się burzyć. 

On poszedł do lasu z obawy przed aresztowaniem, słyszał bowiem, że wszyscy prezesi kół SL mają być aresztowani. Pozostali oskarżeni nie przyznali się również do zarzucanych im czynów. W drugim dniu rozprawy zeznawali świadkowie oskarżenia. Adolf Bielecki z Pawłosiowa potwierdził zeznanie złożone w śledztwie, że Kasprzak kazał chłopom się zbroić mówił aby napadli na policję od tyłu, gdy ta przybędzie na miejsce. 

Widoczne było jego staranie, by maksymalnie obciążyć oskarżonych. Adwokat Grossfeld zarzucił świadkowi, że wyraża się nieprecyzyjnie, często używa określeń „przypuszczalnie, o ile mi się wydaje, o ile sobie przypominam”e nie jest pewny tego, o czym mówi, więc jego zeznania nie mogą być wiarygodne. Obrońca poprzez umiejętne zadawanie zadawane pytania udowodnił, że świadek został zwolniony ze służby jako egzekutor skarbowy, zachodzi więc domniemanie, że swym zeznaniem pragnie poprawić swoją sytuację osobistą. 

Wyjaśnił także, że od kilku lat pozostaje w sporze prawnym z oskarżonym Kasprzakiem, co dodatkowo stawia pod znakiem zapytania jego obiektywizm. Inny świadek obciążał Kasprzaka i Drohojowskiego, zeznając , że na polecenie Drohojowskiego stworzony został pluton żandarmerii. Kolejny świadek zeznał, że ludzie zebrali się by bronic Jedlińskiego, jednak o żadnych jego rozkazach nie słyszał. Wojciech Maziarek widział, że rano 20 sierpnia policja pojawiła się we wsi. W grupach po kilku wchodzili do domów Kasprzaka, Wlały i Maziarka. Demolowali je, rozbijali sprzęty, meble, naczynia, rozrzucali zboże, bili ludzi. 

Natomiast prezes Gruszka apelował do zebranych ludzi, by rozeszli się spokojnie, wznosząc okrzyk „niech żyje Polska”. Stwierdził stanowczo, że nie zeznawał tego, co zapisano w protokole, natomiast przesłuchujący go krzyczeli na niego, bał się więc, aby go nie pobili. Potem przed sędzią śledczym nie odwołał zeznań, bał się bowiem wywiezienia do więzienia we Lwowie. Świadek Franciszek Ciechanowski potwierdził, że prezes Gruszka „kazał się ludzim rozchodzić, Kasprzak i Drohojowski uspokajali również ludzi, mimo że ci pomrukiwali. Widział, jak przez wieś biegł jeden z policjantów z pałką gumową, wykrzykując szereg nieprzyzwoitych wyrazów. Łącznie zeznawało około 70 świadków obrony. 

Piąty dzień procesu rozpoczął się od mowy prokuratora. Podtrzymał on zarzuty zawarte w akcie oskarżenia. Stwierdził, że zostały one w całości potwierdzone zeznaniami świadków. Wina poszczególnych oskarżonych została udowodniona w całej rozciągłości. Następnie głos zabrali obrońcy. Jak stwierdził mec. Z. Graliński, dziwny jest ten proces, skoro oskarżyciel publiczny zaczyna od obrony policji.Wydarzenia w Pawłosiowie były przejawem zbliżającej się wielkiej burzy, która mogła przynieść niewyobrażalne szkody. 

Wnioski, jakie wyciąga prokurator nie znajdują uzasadnienia, ponieważ Pawłosiów - „to nie buta i nienawiść, lecz bieda, rozpacz i beznadziejność”. Chłopi żyją w warunkach, jakie panują w Polsce.Są Polakami z krwi i kości i widzą, co się wokół nich dzieje. Także strajki robotników, którzy w ten sposób bronią swych praw. Władze administracyjne i sądowe mają do tych strajków zupełnie inny stosunek. Dlaczego więc w stosunku do uczestników strajku chłopskiego skierowano uzbrojoną policję. Chłopi w Polsce mają swoje aspiracje i ambicje. Także ci w Pawłosiowie. Niestety, w żaden sposób nie mogą ich realizować. Tymczasem zamknięty jest dla nich sejm, niedostępna praca w instytucjach powiatowych, nie istnieje forum, na którym na którym mogą przedstawiać swoje żale. Jak widać, nie mogą się nawet odwołać do sądu. 

Strajk był legalny, dopuszcza go nawet konstytucja. Nie miał on celu wygłodzenia miast, nie była wstrzymana komunikacja. Zarówno Gruszka, jak i Kasprzak i inni nie byli tymi, którzy podżegali do ekscesów. Z kolei mec. Dr Hofmokl-Ostrowski stwierdził, że prokuratorowi wystarczyło trzech - czterech świadków, by wyciągnąć wniosek o winie oskarżonych. A przecież 70 świadków obrony stwierdziło jednoznacznie, że chłopi zaczęli się gromadzić na wieść o tym, że policja bije chłopów. Gdy się usłyszy, że policja używa broni, karabinów maszynowych, nie może dziwić ów strach. Podkreślił, że władza publiczna nie została w czasie strajku nigdzie zaatakowana. 

Należy więc wytoczyć dochodzenie karne wszystkim funkcjonariuszom policji państwowej, ponieważ ich udział w akcji był bezzasadny. Adwokat wyraził nadzieję, że prokurator poprowadzi śledztwo w innym kierunku, a wówczas okaże się, że wsród tych, którzy obecnie są oskarżonymi, nie ma winnych. Podkreślił, że gdyby nie działalność Kasprzaka i Drohojowskiego polałoby się jeszcze więcej krwi. Jako trzeci przemawiał mec. Grossfeld. Nawiązując do wystąpienia prokuratora stwierdził, że starał si on udowodnić, że oskarżeni stworzyli organizację militarną o charakterze agresywnym. 

Tymczasem straży chłopskiej, czy czujek nie można nazwać „bojówkami”. Jak dotychczas nikt nie udowodnił, że w czasie strajku stosowano terror. „Do czasu przybycia tak wielkiej ilości policji - powiedział - nie było żadnego oskarżenia za żadne sprawy w związku z przebiegiem strajku. Dopiero aresztowanie Jedlińskiego spowodowało właśnie to zaniepokojenie”. Strajk na terenie powiatu przebiegał spokojnie, akcja była legalna, jest więc niezrozumiałe, że aresztowano miejscowego przywódcę oraz innych. Przypomniał, że to właśnie Jedliński wraz z referentem starostwa jarosławskiego Jaroszyńskim wyjechał do Szówska w momencie największego tam napięcia i uspokoił ludzi, zapobiegając ewentualnemu wybuchowi. Przybycie zaś do Pawłosiowa 250 policjantów jest faktem bezspornym. 

Od tego momentu zaczęło się tam „kotłowanie”. Nawiązując zaś, do interpelacji posła Lubelskiego  podkreślił, że wyrok w żadnej mierze nie będzie odpowiedzią na jego wystąpienie. Akt oskarżenia nie może opierać się na zeznaniach świadka Bieleckiego. Jest on niewiarygodny. Błędem było niedopuszczenie do zadania pytań o wypadki w Harcie, Muninie i innych miejscowościach, na co wskazywał poseł Lubelski. „Odpowiedzi [na interpelację] natomiast udzieli historia, o ile jej nie udzielą w należytej formie czynniki administracyjne”. Po nim przemawiali inni obrońcy, zajmując się poszczególnymi oskarżonymi. Na tym rozprawa została zakończona.

Dnia 20 grudnia 1937 r. Sąd ogłosił wyrok - Jan Drohojowski skazany został na trzy i pół roku więzienia, Kasprzak na trzy lata, Słupek na dwa lata, Maziarek i Świtałowski na rok, Orzech i Mitkowski na rok i trzy miesiące, Wlazło na dziesięć miesięcy, Rusinek i Solski dostali po osiem miesięcy. Po zakończeniu procesu Jan Drohojowski i Józef Kasprzak zostali wypuszczeni na wolność do czasu rozpatrzenia sprawy przez sąd apelacyjny. Należy dodać, że prokurator Sądu Okręgowego złożył zażalenie na tę decyzję sądu. Zostali więc ponownie aresztowani. 

Z kolei zażalenie złożyli obrońcy - dr Peiper i Landau ze Lwowa i dr Grossfeld z Przemyśla. Sąd uwzględnił zażalenie obrony i zarządził wypuszczenie ich na wolność za kaucją - 25 tys.zł od Drohojowskiego i 2,5 tys. Zł od Kasprzaka. Całość kaucji zaintabulował na swym majątku hr. Drohojowski. Jak pisał „Piast” - „czyn hrabiego wśród masy chłopskiej wywołał zrozumiałe uznanie”. Dnia 22 marca 1938 r. Obaj zostali zwolnieni z więzienia w Przemyślu. 

W drugim procesie sądzono 15 osób ze wsi położonych k. Jarosławia: Surochowa, Koniaczowa, i Szówska. Oskarżono ich o sprowokowanie wydarzeń w Szówsku 20 sierpnia. Wszyscy oskarżeni odpowiadali z więzienia. Wyrok opiewał od 8 miesięcy do 2,5 roku więzienia. Trzecia wielka sprawa związana była z osobami stanowiącymi kierownictwo strajku na tym terenie. Był to B. Gruszka, kpt. J. Schram oraz W. Jedliński. Śledztwo w ich sprawie trwało bardzo długo. To jednak materiał na oddzielny artykuł. Do tematu powrócimy na łamach Głosu znad Sanu. 

Bilans strajku był tragiczny. Od kul policji zginęło 44 chłopów, 5 tysięcy aresztowano, 617 uwięziono. Represje nie złamały i nie osłabiły ruchu ludowego. Nie osłabiły też solidarności wsi. Strajk dał ludowcom poczucie siły. W strajku wzięło udział kilka milionów chłopów. Policja odnotowała 188 zgromadzeń, na których domagano się m.in.: w sferze politycznej zmiany konstytucji, rozwiązania organów ustawodawczych, likwidacji rządów dyktatorskich; w sferze społecznej wprowadzenia sprawiedliwego podziału dóbr społecznych, prawa do pracy. Obchody święta ludowego w 1938 r. Nacechowane były troską o bezpieczeństwo kraju. Treści tego święta wyrażał artykuł rocznicowy Stanisława Mikołajczyka zamieszczony w „Zielonym Sztandarze” 14 sierpnia 1938 r.  Mówiąc o miejscu i roli chłopów w ówczesnej Polsce, zwracał szczególną uwagę na sprawy bezpieczeństwa kraju. Pisał: „Polska żyje między dwoma młotami - dyktaturą czerwoną Stalina i brunatną Hitlera. Nie jest pewna dnia ani godziny. W rocznicę odparcia najazdu bolszewickiego trzeba sobie zdawać sprawę, że musimy być gotowi do odparcia każdego najazdu. Skądkolwiek by nie przyszedł. 

Obronność kraju nie polega jednak tylko na technicznym uzbrojeniu - na poświęceniu kilku sztandarów - czy budowie ścigaczy morskich Trzeba związać obywatela z państwem, uczynić chłopa prawdziwym współgospodarzem kraju, stworzyć możliwości powrotu przywódców z 1920 r. Zmienić system [..] (brak tekstu cenzura). 

W rocznicę Czynu Chłopskiego stwierdzamy: gotowi jesteśmy bronić kraju przed każdym  najeźdźcą i pracować dla potęgi Polski”. Swego rodzaju chichotem  historii jest to, że strajk przez ówczesne władze uznawany był jako komunistyczny. Sądzeni zaś Jan Drohojowski w dniu 13 sierpnia 1944 aresztowany został przez NKWD, więziony w ziemiankach NKWD w Trzebusce, następnie na Zamku w Rzeszowie, stad wywieziony do obozów Borownicze, Jegolsk, zmarł w 1945 r. w Jegolsku. Z kolei Józef Kasprzak aresztowany po wojnie w sierpniu 1944 r. Przez NKWD, więziony na Zamku w Rzeszowie, a następnie wywieziony do obozów Borowicze, Jegolsk. Wielu działaczy ludowych poniosło śmierć, czy doznało represji z rąk NKWD, czy nowej władzy komunistycznej.

Dzisiaj kolejny rząd nie chce pamiętać o strajkujących chłopach, wydarzenia z sierpnia 1937 r. są zapomniane i nieznane szerokiej opinii publicznej. Jakaś dziwna zmowa milczenia … Jedynie pośród działaczy PSL ta pamięć trwa, powiewają zielone sztandary, a przy pomnikach wśród wiązanek biało czerwonych kwiatów palą się znicze.  A ostatnio nawet ta pamięć przybiera na sile to rodzi nadzieję na przyszłość. Ruch ludowy ma swoją tradycję, ma z czego czerpać, ma co wnieść w przyszłość.  

Janusz Dachnowicz
Wykorzystano: 
"Wielki Strajk Chłopski w 1937 roku. Uwarunkowania i konsekwencje." Pod redakcją Wacława Wierzbieńca.  Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2008 r.     
          
"Demokracja jako czynnik rozwoju społeczeństwa". Janusz Gmitruk Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 2017 r. 
Fotografie pochodzą z książki "Demokracja jako czynnik rozwoju społeczeństwa"

Apel
Ocalmy od zapomnienia; ludzi, wydarzenia, przelaną krew. Odeszło pokolenie świadków tamtych wydarzeń, czas zaciera wspomnienia ich dzieci. Wiele istotnych faktów udało się ustalić i są one dostępne w literaturze. Inne, szczególnie te dotyczące wydarzeń w małych miejscowościach są do dzisiaj mało znane. Utrwalmy je.

Redakcja "Głosu znad Sanu" zwraca się więc z prośbą do czytelników posiadających w swoich prywatnych zbiorach pamiątki związane ze Strajkiem w 1937, czy działalnością w Stronnictwie Ludowym na terenie byłego Województwa Lwowskiego. Mogą to być fotografie, archiwalne dokumenty, listy, wspomnienia itp. 


Prosimy o kontakt z redakcją w celu możliwości ich skopiowania. 

mail. janusz.dachnowicz@op.pl; adres redakcji: ul. Śliwnicka 63, 37 - 750 Dubiecko, tel. 502 414 754, lub na facebooku  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz